Na banerku powyżej prezentuję dwa zdjęcia przyjaciela naszej rodziny pani Zosi Szutrak. To z prawej już z XXI w., a to z lewej, z lat 80-tych, już po wprowadzeniu stanu wojennego. Skąd to wiem? Bo po lewej stronie pod apaszką jest przypięty opornik, element elektroniczny, który był symbolem oporu przeciwko komunistom. Za noszenie znaczka "Solidarności" w tym czasie można było być pobitym, wyrzuconym z pracy lub aresztowanym. Jednak wkrótce okazało się, że te same represje groziły także za opornik. Oczekując na relacje znajomych pani Zosi z konspiracji publikuję, ze wstawkami, tekst, który pojawił się na stronie IPN, po jej śmierci. Sam zresztą dostarczyłem wiele informacji do tego tekstu.

Zofia Szutrak ps. „Tytus”, „Klara” urodziła się 17 lutego 1940 r. w Konkolnikach na Kresach (dzisiaj Ukraina) i jako sześciotygodniowe dziecko została z rodziną wywieziona przez sowietów do Kazachstanu.

Powyżej prezentuję poglądowe mapki zsyłki rodziny Szutrak do Związku Sowieckiego, a następnie przyjazdu do Legnicy w pojałtańskiej Polsce. Te mapki nie uwzględniają przedwojennych granic, kiedy to Konkolniki należały do Rzeczpospolitej Polskiej, a Ukraina i Kazachstan były częścią Związku Sowieckiego. Nie są to też dokładne trasy przejazdu. Transport, zarówno w jedną, jak i w drugą stronę odbywał się w bydlęcych wagonach, w głodzie i przeraźliwym zimnie. Wiele osób, a wśród nich dziadek pani Zosi, umierało. Sowieccy konwojenci wyrzucili jego ciało na tory. Przyjazd do Polski trudno nazwać powrotem, choć było to wtedy najlepsze z możliwych rozwiązań. Tacy Polacy, jak rodzina Szutrak, nie wracali przecież do swojego domu, ale na obce tereny, które zostały przyznane Polsce w zamian za Kresy.

Po wojnie sowieci pozwolili rodzinie Szutrak przyjechać do Polski. Osiedlili się w Legnicy. Pani Zosia tutaj skończyła szkołę podstawową i średnią. Potem studiowała psychologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Nie wyszła za mąż, ale wygląda, że takie właśnie miała powołanie. Była szczęśliwa. Wykorzystywała każdą okazję, by wspierać potrzebujących przyjaciół i nieznajomych. Od uzyskania uprawnień, nieprzerwanie, aż na dwa dni przed śmiercią udzielała niezliczonej liczbie osób wsparcia psychologicznego zarówno w ramach pracy zawodowej jak i w ramach wolontariatu. Udzielała wsparcia psychologicznego oraz działała w poradnictwie rodzinnym w kilku wrocławskich parafiach, zwłaszcza w parafii OO. Kapucynów przy ul. Sudeckiej. W 2004 r. założyła ze znajomymi lekarzami, psychologami i pacjentami Stowarzyszenie na rzecz Higieny Zdrowia Psychicznego „Przyjaciel w kryzysie”. Była tam prawdziwym liderem, choć działała tak, żeby nie być w „pierwszym rzędzie”.

Szef „Solidarności” w „psychiatryku”

Pani Zosia była pierwszą przewodnicząca NSZZ „Solidarność” Psychiatrycznego Zespołu Opieki. W tamtych czasach to nie był zaszczyt, ale raczej ogromne zobowiązanie, niebezpieczne, ze względu na komunistyczne represje, no i odpowiedzialne. Nikt się nie rwał do tej funkcji. Wytrwała na tym stanowisku przed, w czasie i po stanie wojennym.

„Grupa Tytusa” i inne spiski

W 1982 roku związała się z Solidarnością Walczącą. Nosiła pseudonimy  „Tytus” i „Klara”. Zorganizowała sieć kolportowania niezależnej prasy i książek, a także wsparcia materialnego działaczy opozycji antykomunistycznej oraz ich rodzin. Sieć Zofii Szutrak zwana „Grupą Tytusa” liczyła ok. 50 osób i obejmowała nie tylko Wrocław, ale także Legnicę oraz miejscowości związane z Kombinatem Górniczo-Hutniczym Miedzi jak Lubin czy Polkowice. Wśród lokali kolporterskich znajdowało się między innymi jej miejsce pracy czyli szpital psychiatryczny i poradnia przy ul. Kraszewskiego. Innym ważnym punktem kolportażowym były zabudowania parafii św. Augustyna prowadzonej przez oo. kapucynów przy ul. Sudeckiej we Wrocławiu.

Peruka i węgiel

Pani Zosia wspierała akcję zdobywania papieru do niezależnych drukarń oraz mieszkań dla ukrywającego się Kornela Morawieckiego i Hanny Łukowskiej Karniej. To właśnie w mieszkaniu Zofii Szutrak w czerwcu 1984 r. została zatrzymana Hanna Łukowska-Karniej należąca do władz Solidarności Walczącej. Obie zostały wtedy aresztowane i zwolnione dopiero w wyniku lipcowej amnestii. Komunistyczna tajna policja polityczna SB pojechała wtedy nawet do Legnicy, do domu rodziców pani Zosi i „przewalili” cały węgiel w piwnicy, by sprawdzić, czy pod nim nie było coś ukryte. Po wyjściu z więzienia pani Zosia wróciła do działalności opozycyjnej. Często nosiła w torbie perukę lub jakąś wiatrówkę, by zmieniać wygląd i w ten sposób łatwiej wyrwać się esbeckiej obserwacji.

To właśnie mniej więcej w tym czasie poznaliśmy panią Zosię. Szybko stała się przyjacielem rodziny, cennym doradcą. W trudnych sytuacja starała się sprowadzić dobry humor, dystans do trudności i do samych siebie. Jako psycholog i terapeuta miała umiejętność, by nie uzależniać ludzi od siebie. Prowadziła w ten sposób do samodzielności. Mimo dużej różnicy wieku, nie było dystansu. Była jak ciocia, ale nie chciał, byśmy tak do niej mówili. Była panią Zosią, na której każdy z nas mógł polegać i nawzajem. Zgodziła się być moim świadkiem do bierzmowania. Rzeczywiście mogłem się jej zawsze poradzić w strategicznych sprawach życiowych, w sprawach wiary…

Służby specjalne i woda w kubku z długopisami

Wyrafinowanym prześladowaniem komunistycznej tajnej policji politycznej było wchodzenie do jej wrocławskiego mieszkania podczas jej nieobecności. Tajniacy zmieniali wtedy miejsce obrazów lub nalewali wody do kubka z długopisami. Chodziło o zamanifestowanie, że nie może się czuć bezpieczna we własnym domu. Liczyli też, że będzie o tym opowiadała znajomym. To miało odebrać jej wiarygodność. Bo przecież komuniści mogą zabić, pobić albo uwięzić, ale nalać wody do kubka z długopisami?!  Przyznasz, że można by pomyśleć, że opowiadający takie rzeczy jest chory na schizofrenię lub coś w tym stylu. Nękania ze strony komunistycznej tajnej policji trwały do końca lat 80-tych. Jej nazwisko znalazło się między innymi w notatce komunistycznej Służby Bezpieczeństwa z 11 grudnia 1989, dotyczącej „Solidarności Walczącej” w ramach Sprawy Operacyjnego Rozpracowania o kryptonimie „Ośmiornica”.

Po przejściu na emeryturę dalej działała wolontariacko jako psycholog. W sobotę dwa dni przed śmiercią pełniła dyżur w telefonie zaufania. Wierny przyjaciel osób w najróżniejszym wieku.

Wspomnienie Waldemara Olszewskiego z „Grupy Tytusa”

Zofia Szutrak związana była z parafią św. Augustyna we Wrocławiu przy ul. Sudeckiej. Z racji wykonywanego zawodu, prowadziła tam parafialne grupy wsparcia. Tam poznałem ją jesienią 1982 r. Do 84 r. byłem uczniem Technikum Elektronicznego (EZN) przy ul. Braniborskiej, a później studentem Politechniki Wrocławskiej na Wydziale Elektroniki.

To właśnie na terenie zabudowań parafii św. Augustyna rozpoczęła się nasza wspólna działalność konspiracyjna, a potem wieloletnia przyjaźń. Tam też po raz pierwszy usłyszałem o organizacji Solidarność Walcząca, w której strukturach działała pani Zofia. To Ona zbudowała potężną sieć kolportażową wydawnictw niezależnych, to Ona przekazywała mi pierwsze numery pisma Solidarność Walcząca, czy Biuletynu Dolnośląskiego, które kolportowałem na terenie Wrocławia. Odbiór i przekazywanie wydawnictw odbywało się albo na terenie parafii św. Augustyna, albo na terenie szpitala psychiatrycznego we Wrocławiu, gdzie pani Zofia pracowała. Kolportaż dotyczył różnych wydawnictw, głównie Solidarności Walczącej ale także i innych środowisk jak np. Inicjatywa Wydawnicza Aspekt. Woziłem te wydawnictwa do Warszawy, a stamtąd przywoziłem drukowane w Stolicy, jak Zeszyty Historyczne wydawane przez „Pomost”. Wspólnie z panią Zosią przygotowywaliśmy kompletne, uniwersalne zestawy prasowe, które pani psycholog sobie znanymi kanałami przekazywała Kornelowi Morawieckiemu, do władz Dolnośląskiej „Solidarności” oraz innym osobom, które dzięki tym wydawnictwom mogły mieć w miarę kompletny serwis prasowy i wydawniczy. Zofia była osobą niezwykle dyskretną i bardzo skrytą, znając i przestrzegając zasad konspiracji  nie naraziła swych kolporterów na jakąkolwiek „wpadkę”.

Nasza współpraca konspiracyjna trwała do  1989 roku, nasza znajomość, a potem przyjaźń, zostanie na zawsze.

Waldemar Olszewski

Biogram Zofii Szutrak i wspomnienie Waldemara Olszewskiego zostało opublikowane na stronie wrocławskiego Oddziału IPN.