Autor: Paweł Błażewicz

Poczet liderów śląskich, czyli etykiety zapałczane

Z naszą drukarnią przy Jaworowej 44 bardzo ściśle współpracował student ekonomii Tomek Szlachcic. To on pomógł wcześniej w kontakcie ojca z Solidarnością Walczącą. Od 1983 r. tato był zaprzysiężonym członkiem SW. To właśnie Tomek wpadł na pomysł wydania pudełek z zapałkami z wizerunkami liderów dolnośląskiej „Solidarności”. Wcześniej trafiły do niego „podziemne” zapałki wydane w innym mieście. Tomasz Szlachcic, oprócz pomocy w druku wszelkich czasopism czy książek, sam zorganizował produkcję „podziemnych” kaset, np. z muzyką Jacka Kaczmarskiego.

Tomasz Szlachcic, student ekonomi, Arch. T. Szlachcic.Sam zdobywał kasety matki i przegrywał je u siebie w domu. Niektóre obwoluty do pudełek drukowaliśmy na Jaworowej, inne były robione metodą fotograficzną. To wydawnictwo przyjęło nazwę „Agencja Fonograficzna Wyrostka”. Stąd wziął się na rewersie pudełka od zapałek tajemniczy skrót AFW. Tomek oczywiście sporo pomagał także przy druku tego pisma założonego przez prof. Tadeusza Patrzałka, który jednocześnie był nauczycielem, metodykiem wojewódzkim, wykładowcą na Uniwersytecie Wrocławskim, a wcześniej polonistą w V Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu.

Jeśli chodzi o projekt etykiet zapałczanych, to najpewniej zrobił go mój ojciec. Zdjęcia na awers były gotowe z wcześniej drukowanego plakatu z liderami dolnośląskiej „Solidarności”. Popularne hasła młodzieżowe wykluły się jako propozycje na rewers prawdopodobnie w jakiejś burzy mózgów w czasie wspólnego drukowania czy składania jakiejś gazety. Dla ojca nie było już żadnym problemem nanieść te hasła na kliszę i naświetlić sito. (Fot. Tomasz Szlachcic, Arch. T. Szlachcic)

Najprawdopodobniej wszystkie cztery portrety szefów dolnośląskiej „Solidarności” były drukowane we wszystkich kolorach: czarnym, czerwonym i zielonym, na takim samym białym papierze. Najprościej było naświetlić jedno sito, na którym były wizerunki wszystkich przewodniczących i jednocześnie rewersy. Wtedy produkcja etykiet w różnych kolorach wymagała jedynie umycia sita i nałożenia farby w kolejnym kolorze. Niewielka liczba etykiet została wydrukowana na odwrocie okładek bloku rysunkowego. Skoro papier do druku był zawsze deficytowy, wykorzystywało się wszystko, co się dało. Przednia okładka bloku rysunkowego nadawała się świetnie do etykiet, bo fabrycznie zadrukowana jakimś rysunkiem strona była przyklejana do pudełka. Nie można było na niej wydrukować np. czasopisma. Druga część okładki bloku rysunkowego zwykle stanowiła grubszy karton z brązowego papieru z recyklingu. Był za gruby na etykiety, nadawał się na druk próbny, który w tym wypadku się nie zachował.

Od lewej: Władysław Frasyniuk, Piotr Bednarz, Józef Pinior, Marek Muszyński, ukrywający się wtedy pod pseudonimem „Witold” przewodniczący Regionalnego komitetu Strajkowego. Skoro się ukrywał, zamieszczono jego zdjęcie sprzed wielu lat, aby nie ułatwić schwytania go. Był najdłużej ukrywającym się przewodniczącym „S” na Dolnym Śląsku.  Pierwszym szefem dolnośląskiej „Solidarności” był kierowca autobusowy Jerzy Piórkowski. Został zmuszony przez komunistów do ustąpienia z funkcji i do rezygnacji z pracy w komunikacji miejskiej. Po Marku Muszyńskim, przewodniczącym RKS został Eugeniusz Szumiejko, a następnie Tomasz Wójcik. Biogramy przywódców dolnośląskiego NSZZ „Solidarność”.

Pudełka z zapałkami były kupowane przez kilka osób w różnych kioskach, żeby nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Po wydrukowaniu arkuszy z etykietami i po wysuszeniu na bojlerze w łazience, tato przycinał je na gilotynie, a cała rodzina naklejała na pudełka, od najmłodszego Piotra, który miał wtedy 6 lat po babcię Tatianę, z pochodzenia Rosjankę. Trudno dziś powiedzieć jaki był nakład. Nie sądzę, żeby był większy niż tysiąc sztuk, a może jedynie pięćset? Dzisiaj jest to piękna pamiątka i aż nie chce się wierzyć, że można było za to trafić do więzienia. Udało nam się tego uniknąć. Pierwsze rewizje spotkały nas dopiero trzy lata później w kwietniu 1987 r., w ramach esbeckiej akcji dekonspiracji „Solidarności Walczącej”. No ale to już inna opowieść