"Wyrostek", podtytuł: „Pisemko młodzieży szkolnej”, wydawane we Wrocławiu 1 IV 1983 – 1 VI 1987. Tytuł zaczerpnięty z propagandy komunistycznej stanu wojennego, często posługującej się słowem „wyrostek” na określenie młodych uczestników nielegalnych demonstracji - napisał Artur Adamski w internetowej Encyklopedii Solidarności. Ukazało się 71 nr. o obj. 2-4 s. w formacie A4, w nakładzie 0,5-1,2 tys. egz.; dwutygodnik, nie wychodziło w czasie wakacji. IX 1984 – V 1985 publikowano dodatek pt. „Kamień Wyrostka”, ukazały się 3 nr. z mottem: „Potrzebne jest opanowanie i silny wiatr” (z rozmowy z szefem jednej z grup ulotkowych Regionu Mazowsze) - podsumował znawca wrocławskiej konspiracji solidarnościowej.
Założyciel „Wyrostka” Tadeusz Patrzałek dziesięć lat pracował w V LO we Wrocławiu (1962-72), po czym został wykładowcą wojewódzkiego ośrodka metodycznego i Uniwersytetu Wrocławskiego na polonistyce. Zauważył, że konspiracyjne czasopisma uczniowskie, założone po wprowadzeniu stanu wojennego, miały krótki żywot. Uczniowie nie dysponowali doświadczeniem pracy „podziemnej” i szybko padali ofiarą komunistycznej tajnej policji politycznej SB (Służba Bezpieczeństwa). Wraz z żoną Anną, polonistką w XII LO we Wrocławiu, założył więc pismo szkolne, podszywając się niejako pod uczniów. Od roku wchodzili też w skład redakcji gazety „Wolny Głos Nauczycielski”. Tadeusz i Anna Patrzałkowie stworzyli dwuosobową redakcję „Wyrostka”. Korzystali z informacji otrzymywanych od różnych uczniów i nauczycieli.
-
-
Tadeusz Patrzałek, dr polonistyki, ok. 2018 r., fot. P. Błażewicz.
Moja mama, Katarzyna Błażewicz pracowała razem z panem Tadeuszem we Wrocławskim Ośrodku Metodycznym, który następnie został przekształcony w Instytut Kształcenia Nauczycieli i Badań Oświatowych (IKNiBO).
Razem działali w zakładowej „Solidarności” w epoce tzw. „karnawału „Solidarności” czy li w czasie jej legalnego funkcjonowania, a także po wprowadzeniu stanu wojennego, w warunkach konspiracji. Nie brakowało im wspólnych tematów, zwłaszcza, gdy moja siostra Dorota zaczęła naukę w V LO, gdzie wcześniej pracował pan Patrzałek, i gdzie stale miał znajomych i przyjaciół, zwłaszcza Jorthanisa Lazopoullosa, uwielbianego przez uczniów nauczyciela geografii. „Lopek”, jak nazywali go uczniowie, był ofiarą próby komunistycznej rewolucji w Grecji, po II wojnie światowej. Po nieudanym przejęciu władzy, polscy komuniści przyjęli ok. 13 tys. swoich greckich towarzyszy. Wśród tych uchodźców znajdował się mały Jorthanis. Na szczęście, nie wyrósł na komunistę, a wprost przeciwnie… Był najmocniejszym filarem kolportażu „Wyrostka”, i w ogóle opozycji antykomunistycznej w 'Piątce”.
-
-
Jorthanis Lazopoullos, nauczyciel geografii, ok. 2018 r., fot. P. Błażewicz.
Mama, nic nie mówiąc o działającej w mieszkaniu drukarni, dała panu Tadeuszowi kontakt do swojego męża – Bohdana. Panowie się spotkali, wzbudzili wzajemne zaufanie, w efekcie Błażewicze wzięli na siebie druk „Wyrostka”. W druku pomagał przede wszystkim Józef Białek, nauczyciel wychowania fizycznego, a jednocześnie organizator druku, a nawet redaktor innych konspiracyjnych czasopism. Ponadto pomagali między innymi mieszkający po sąsiedzku studenci Tomek Szlachcic i Jarek Głowik. Ten drugi był synem Leszka Głowika, jednego z redaktorów „Jutrzenki”, „podziemnego” pisma fabryki wagonów PA-FA-WAG. Oczywiście nie liczę mieszkańców Jaworowej 44/1, zwłaszcza mojej siostry Doroty i mamy.
-
-
Tomasz Szlachcic, student ekonomii, Arch. T. Szlachcic.
Relacje pomiędzy osobami zaangażowanymi w „Wyrostka” sprzyjały utrzymaniu konspiracyjnej tajemnicy. Pan Patrzałek nie potrzebował specjalnie spotykać się z nikim, żeby redagować gazetę. Przygotowywał matrycę białkową z tekstem pisma we własnym domu, na zwykłej maszynie do pisania, która jednak była starannie ukrywana w schowku pod boazerią.
-
-
Maszyna do pisania, na której sporządzano matryce „Wyrostka”, fot. P. Błażewicz.
Przy okazji relacji zawodowych, a później koleżeńskich, przekazywał matrycę mojej mamie, a mama tacie. Druk odbywał się początkowo metodą białkowo-wałkową. To znaczy, że matryca była nakładana na ramkę drukarską z filcem nasączonym farbą. Druk odbijał się na kartce przez przyciśnięcie jej wałkiem drukarskim do matrycy. W ogólnym zarysie to metoda opatentowana przez Edisona jeszcze w XIX w., zwana mimografem. Matrycę można było nałożyć na elektryczną maszynę rotacyjną. Jeśli się nie psuła, drukowała kilkadziesiąt egzemplarzy na minutę. Rzadko drukowaliśmy na niej „Wyrostka” w domu. Maszyna chodziła bardzo głośno, a nad nami mieszkała rodzina dyrektora Herbapolu. Druk na maszynie rotacyjnej odbywał się więc najczęściej w domkach jednorodzinnych, np. w kryjówce pod piwnicą w domu pana Józefa Tallata-Kiełpsza, konspiratora jeszcze z WiN, który w latach 50-tych kilka miesięcy siedział w celi śmierci. Był członkiem Solidarności Walczącej i liderem niepodległościowego Ugrupowania Politycznego Zamek i redaktorem czasopisma o tej samej nazwie.
-
-
Szafa maskująca zejście do skrytki w piwnicy domu Józefa Tallata, na zdjęciu Aleksander Lebiedziński, fot. współczesne.
-
-
Szafa maskująca zejście do skrytki w piwnicy domu Józefa Tallata. Na zdjęciu Aleksander Lebiedziński.
-
-
Zejście do skrytki w piwnicy Józefa Tallata, fot. współczesne.
-
-
Józef Tallat-Kiełpsz, chemik.
Kolportaż także, po części, mógł się odbywać w sposób bardzo dyskretny. Moja siostra Dorota przekazywała często egzemplarze przeznaczone dla swojego, V liceum, w ręce „Lopka”. Czasami zanosiła mu je do domu. Nie byłoby roztropne, by przekazywała bezpośrednio kolegom i koleżankom. Przekazywała za to mamie, a mama panu Patrzałkowi, informacje ze szkoły. Więcej informacji na temat „Wyrostka” można zdobyć od jego kolporterów i czytelników, jak uczniowie „Piątki”: syn prof. „Lopka” Orfeusz Jorthanis, Wojtek Linowski, którego rodzina była zaangażowana w ukrywanie Kornela Morawieckiego czy Agata Lenkiewicz, córka działacza KPN, Solidarności Walczącej, i wieloletniego więźnia politycznego – Antoniego Lenkiewicza. „Wyrostek” docierał oraz rozpowszechniał informacje także dotyczące innych szkół we Wrocławiu i w całej Polsce. Ta historia wciąż pozostaje do odkrycia… 🙂
Zapraszam do lektury samego „Wyrostka”
Paweł Błażewicz